Kto ma więcej czasu

Do tej pory wydawało mi się, że dorośli mają trudniej, bo mają o wiele mniej czasu na granie, niż dzieci. Muszą pracować, zajmować się domem i w ogóle spełniać te wszystkie “dorosłe” obowiązki, które same się nie zrobią. Dzieciaki – myślałam -mogą ćwiczyć, ile chcą i niczym innym się nie przejmować.
Akurat.
Przyjrzałam się bliżej moim dzieciom. Starszy z synów właśnie poszedł do liceum. Wraca do domu po czwartej, często jeszcze później. Odrabia lekcje i na jakieś własne zainteresowania albo spotkania ze znajomymi w ciągu tygodnia prawie nie ma czasu.
Młodszy chodzi do siódmej klasy szkoły podstawowej, z bezsensownym programem zafundowanym mu przez miłościwie nam panujących i wraca do domu równie późno.
Jeśli chodziliby do szkoły muzycznej, mieliby jeszcze do tego przynajmniej dwa, a może i trzy razy w tygodniu dodatkowe zajęcia. Na instrumencie ćwiczyliby pewnie dłużej w sobotę i niedzielę, w resztę dni tygodnia byłoby z tym trudno.
Chyba w ogóle mało jest ludzi, którzy mogą cały swój czas zagospodarować tak, jak chcą, wyłącznie na swoje pasje. Dorośli i dzieci, wszyscy w tych dziwnych czasach jesteśmy bardzo zajęci, niekoniecznie tym, co nam służy.
Różnicą między dorosłymi a dziećmi nie jest więc brak czasu czy jego mniejsza ilość, ale to, co mamy w głowie.

Żeby znaleźć czas na ćwiczenie, trzeba odsunąć na bok problemy, trzeba na tę godzinę czy dwie dziennie postawić na pierwszym miejscu nie innych i ich potrzeby, a siebie.
Z czasem, im częściej się gra, tym łatwiej wyrzucić z głowy wszystko poza muzyką, przynajmniej na czas ćwiczenia.
To robi ogólnie dobrze na wszystko.

Ćwiczenie jest nudne?

„Z czym będzie …

„Z czym będzie trudno? Z nudą. Może trudno w to uwierzyć ale na początku nauki gry na instrumentach wieje nudą”

“Szkoła muzyczna kojarzy się z rygorem, nudnymi palcówkami, gamami granymi w samotności.”

“Nauka gry to długie lata nudnych ćwiczeń”

Ćwiczenie jest żmudne. Jest trudne. Bywa frustrujące, tak, że czasem mam ochotę wyrzucić instrument przez okno.
Nudne nie bywa nigdy. Nawet kiedy gram gamy albo techniczne wprawki.
Skąd więc to wszechobecne przekonanie o nudzie? Nie wiem. Nie wyobrażam sobie, że można przez lata, przez setki i tysiące godzin wykonywać czynność, która nudzi. Jaki sens miałoby coś takiego? Dla przyszłych korzyści? Po to, żeby po latach coś “ładnie zagrać”? A może to tylko taki stereotyp, słowa wypowiadane ot, tak, bez zastanowienia? Może nauczyciele powtarzają to uczniom, bo ich nauczyciele kiedyś powiedzieli to im? Nie wiem.

Wiem jedno – jeśli ćwiczenie was nudzi i nie potraficie z tym nic zrobić, nie grajcie.

 

Korzyści z grania

Początkowo chciałam po prostu uczyć się grać na wiolonczeli. Nie spodziewałam się, że zdobyta wiedza i umiejętności okażą się też przydatne w codziennym życiu. Nie spodziewałam się też, że pracując nad utworem będę przede wszystkim pracować nad sobą.

Minęło prawie trzy i pół roku nauki i trochę się zmieniło:

1.Lepiej słyszę.

“Lepiej” w tym wypadku oznacza większą wrażliwość na barwę i wysokość dźwięków. Może wynika to z tego, że po prostu zwracam większą uwagę na dźwięki w otoczeniu. Jakikolwiek jest powód, słuchanie muzyki sprawia mi większą przyjemność niż kiedyś.

  1. Mam silniejsze dłonie i ręce, lepszą ogólną kondycję fizyczną.

Nic dziwnego. To się tylko tak wydaje, że się siedzi i macha leciutkim smyczkiem. W rzeczywistości to ciężka praca. Wysiłek muzyka na koncercie porównywany jest do wysiłku sportowca na zawodach.

Nie, nie schudłam od tego. Ale kto wie, może gdybym nie grała, to bym przytyła ?

  1. Problemy z życia wzięte rozwiązuję tak, jak problemy z utworem muzycznym – po jednym na raz i rozkładając je na mniejsze etapy.

Jak czasem myślę o tym, co mam do zrobienia, to robi mi się słabo. Wtedy mówię sobie – chwila, rozczytałaś sonatę Brevala, z tym też dasz sobie radę. Po jednej nucie, po jednym takcie.

  1. Łatwiej mi się skupić i rozwijam w sobie trudną sztukę cierpliwości.

Z tą cierpliwością to różnie. Zdarza mi się rzucać smyczkiem. Wprawdzie ostrożnie, ale jednak.

  1. Uczę się panować nad emocjami.

To publiczność ma je czuć, nie muzyk. Co wcale nie jest takie proste. Najpierw trzeba te emocje zauważyć, potem nazwać, a potem zrobić coś, żeby nie trzęsły się ręce, bo wtedy smyczek podskakuje i wychodzi nieładnie. Jak na razie to jest najtrudniejszy punkt mojej edukacji.

A ponieważ uczę się też teorii i historii muzyki, wreszcie mogę rozmawiać z Pianistą nie mówiąc co drugie zdanie “bo ten utwór to ma takie… no wiesz.. nie umiem dokładnie powiedzieć, bo mi brakuje słów”. Teraz możemy rozmawiać o muzyce, o jej interpretacji, o tym, co można usłyszeć w utworze, a czego tam nie ma. Możemy też rozmawiać o uczeniu się i wtedy czasem okazuje się, że popełniam te same błędy, i mam te same problemy, co dzieci, uczące się w szkole muzycznej. Co tylko upewnia mnie, że jestem na właściwej drodze.
Mam nadzieję grać aż do końca świata i jeszcze wiele dni po nim.

Nie jest za późno.

Nigdy nie mów …

Nigdy nie mów „w moim wieku jest już za późno na…”

Nigdy nie jest za późno na marzenia i na spełnianie marzeń.

Nawet jeśli właśnie leżysz i umierasz, możesz marzyć o tym, co zrobisz tam, po drugiej stronie nieba.

Nazywam się Deshun Wang.
Urodziłem się i wychowałem w Shenyang, w Chinach.
Wielu ludzi zaczęło mnie zauważać po pokazie mody na wybiegu,
Niektórzy nazywają mnie „Najgorętszym Dziadkiem”.
Niektórzy mówią, że jestem sensacją Internetu.
Ale wiecie, żeby być gotowym na ten dzień,
przygotowywałem się przez 60 lat.
Kiedy miałem 24 lata, byłem aktorem w teatrze
W wieku 44 lat zacząłem się uczyć angielskiego.
W wieku 49 lat  założyłem swoją własną grupę pantomimy
i pojechałem do Pekinu, gdzie zostałem „Pekińskim Włóczęgą”.
Niczego nie zawdzięczałem nazwisku, wszystko zaczynałem od zera.
W wieku 50 lat, po raz pierwszy poszedłem na siłownię.
Zacząłem ćwiczyć.
W wieku 57 lat, wróciłem na scenę
i stworzyłem jedyną na świecie formę przekazu artystycznego,
 „Przedstawienie Żywych Rzeźb”
W wieku 70 lat zacząłem ćwiczyć na poważnie.
W wieku 79 lat, po raz pierwszy wystąpiłem na pokazie mody.
W tym roku kończę 80 lat i wciąż coś w sobie mam.
Wciąż mam marzenia do spełnienia.
Wierzcie mi, każdy potencjał można rozwinąć.
Kiedy myślisz, że jest już za późno,
uważaj, żeby to nie stało się wymówką dla poddania się.
Nikt nie może powstrzymać cię przed osiągnięciem sukcesu,
poza tobą samym.
Gdy nadchodzi czas, by świecić,
bądź najjaśniejszy.
Jestem Deshun Wang
Jestem najbardziej walecznym człowiekiem Wschodu.
tłumaczenie: Joanna Bojarska

Kto jest czyj…

To nie ja panuję nad …

To nie ja panuję nad wiolonczelą, to ona panuje nade mną.

Żłobi bruzdy w palcach i kolanach, prostuje plecy, zmienia mięśnie. Szuka sobie miejsca, dopasowuje mnie do siebie.

Wydobywa ze mnie nawet to, co chciałabym ukryć; każdą słabość, niepewność, każde wahanie. Obnaża je i wyszydza. Nie ma litości, nie obchodzi jej mój ból, nie zwraca uwagi na ograniczenia.

Zmienia moje ciało i duszę. Hartuje, wzmacnia, otwiera. „Moja Viola” mówię, ale to nie ona jest moja, to ja jestem jej.

 



Strach, strach, strach…

Doszłam do wniosku, …

Doszłam do wniosku, że największą i najtrudniejszą do pokonania przeszkodą, jaka stoi przede mną w mojej jakże błyskotliwej karierze wiolonczelistki, jest  strach przed oceną i błędem.

Zazwyczaj już w przedszkolu uczymy się, że błąd to zło, najgorsze, co się może zdarzyć. Za wszelką cenę nie należy popełniać błędów. A jak się już je popełni, to trzeba się wstydzić. „Nic nie umiesz, dwója! Jedynka! Beztalencie! Katastrofa!”  Co za horror…

Później dowiadujemy się wprawdzie, że  „człowiek uczy się na błędach”, że „jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”, ale jest już za późno, co się wdrukowało, nie da się tak łatwo oddrukować .

Przynajmniej w moim wypadku. Obawa przed  błędem,  przed ośmieszeniem się, przed oceną tkwi gdzieś głęboko w podświadomości. I przeszkadza.

Na ostatniej lekcji mój Nauczyciel powtórzył po raz tysięczny, żebym grała swobodnie, szerokim smyczkiem, całą jego długością. A ja nic. No nic, jak ten pień zmurszały i głuchy, wciąż to samo. Zbliża się trudne miejsce,  ręka automatycznie się usztywnia i ładny dźwięk diabli biorą.

Oglądałam kiedyś na YT filmik, na którym paroletni maluch wymiatał na wiolonczeli jakiś trudny utwór. Grał w  pozycjach, śmigając paluszkami po gryfie i smyczkiem po strunach. I wcale, zupełnie, kompletnie ani trochę się nie przejmował tym, że intonacja nie taka, że coś się pomyliło, że wypadł z rytmu. Otóż to! Też tak chcę! Tylko jak to zrobić?

Chyba muszę poważnie porozmawiać z Pianistą. Mówił mi kiedyś, że im gorzej umie jakiś fragment utworu, tym głośniej i pewniej  gra. Tylko że on ma za sobą lata praktyki…

P.S.

Jest na to „oddrukowanie”  całkiem sporo sposobów. Kilka wypróbowałam, ale jak na razie żaden nie działa tak w pełni. Jeszcze o tym napiszę.

Dobry nauczyciel

Dobry nauczyciel dla …

Dobry nauczyciel dla dorosłego to przede wszystkim taki, który wierzy w swojego ucznia, który wierzy, że  nauka  w każdym wieku ma sens.

To także ktoś, kto dorosłego uczy z takim samym zaangażowaniem, jak dziecko. Ktoś, kto nie przestaje poprawiać, kto nie odpuszcza, nie obniża wymagań z myślą „nie ma sensu się męczyć, przecież ona i tak tego nie zagra”, albo „muzykiem nie będzie, więc niech gra jak chce, to i tak nie ma znaczenia”.

Dobry nauczyciel dla dorosłego nie podkreśla, czego uczeń nie osiągnie, ale skupia się na tym, co może osiągnąć i cieszy się, jeśli uda się na każdej lekcji iść dalej i dalej, chociażby o jeden mały krok.

Nauczyciel dziecka może czerpać satysfakcję z wymiernych sukcesów ucznia, z wygranych konkursów, zdanych egzaminów. Nauczyciel osoby  dorosłej musi umieć cieszyć się z małych sukcesów i nie patrzeć za daleko w przyszłość.

– Co jest dla Ciebie nagrodą, co daje Ci satysfakcję?  zapytałam Pianisty, który także od czasu do czasu uczy dorosłych.

 

-Kiedy uczeń zagra utwór tak, jak chciałbym, żeby zagrał , odpowiedział natychmiast i bez wahania.

 

I takich nauczycieli szukajcie.

 

P.S.

A jak ja wybrałam? Mój nauczyciel uczy także w szkole Suzuki, bo tam nauka dziecka opiera się na tym, że rodzic też gra. Wyszłam więc z założenia, że nauczyciele są teoretycznie i praktycznie przygotowani do tego, żeby uczyć także osoby dorosłe. W tej chwili, po prawie pół roku nauki uważam, że to był dobry wybór.