Lekcja 7

<p …

„Współcześni młodzi pianiści ćwiczą na ogół tak bardzo wiele, że nawet kiedy wreszcie wejdą na estradę – to dalej ćwiczą i ćwiczą…”  (Artur Rubinstein)

Ja też podobno tak mam, tyle że nie na estradzie, a na lekcji. A mój Nauczyciel chciałby, żebym muzykowała. Żebym grała swobodnie i z rozmachem.  Zdarza mi, owszem, kiedy nikogo nie ma w domu, ale żeby tak  publicznie? Nie wiem, chyba muszę to przemyśleć.

Tutaj, na wypadek gdyby ktoś chciał posłuchać, nagrałam jak ćwiczę:

Pianista jest chory…

I nie, nie leży w …

I nie, nie leży w łóżeczku, chociaż powinien. A nie leży dlatego, że musi grać. MUSI.

I, jak wczoraj wychrypiał, musiałby chyba trafić do szpitala, żeby jego nieobecność była usprawiedliwiona.

– Rozchorujesz się bardziej i pozarażasz publiczność, powiedziałam

– Będę się trzymał od nich z daleka, odparł pomiędzy jednym a drugim smarknięciem.

Czy nie wolałby spędzić kilku dni w  domu, popijając herbatę z cytryną i przecierając załzawione oczy? Czy nie  wolałby drzemać pod kołdrą, czekając, aż mu przejdzie? Pewnie, że by wolał. Tylko, niestety, taki mamy klimat. Ten ktoś, kto zaraził Pianistę, być może też wolał nigdzie nie wychodzić. Tylko, tak jak on, MUSIAŁ.

To smutne i w gruncie rzeczy głupie, że  praca zmusza do tego, żeby ignorować własne potrzeby. Ludzie chorzy powinni mieć czas i możliwość, żeby wyzdrowieć i to nie jest w porządku, że praca czy szkoła tego nie uwzględnia. Zaczyna się zresztą już w przedszkolu, kiedy rodzice przyprowadzają swoje zasmarkane i kaszlące dzieci, ucząc je w ten sposób, że chorobę można lekceważyć i że to nie jest ważne, że źle się czują. Te dzieci potem same bywają pracodawcami, wymagają dyspozycyjności od swoich pracowników i od siebie, a potem umierają na zawał albo na raka, bo od początku uczeni są bagatelizować objawy choroby.

A przecież szacunek dla własnego ciała, świadome odbieranie i rozumienie jego sygnałów  to jest podstawa zdrowego życia.

Dlatego, kiedy któreś z moich dzieci jest chore, zostaje w domu. Katar to też choroba, zwłaszcza  że to, co dla jednego dziecka może być niegroźną infekcją, dla drugiego skończyć się może zapaleniem płuc czy zatok.  Dlatego też uważam, że jeśli ktoś wie, że nie jest w stanie zapewnić swojemu dziecku opieki, nie powinien się na nie decydować.

Lekcja 6

E.B.

Jak …

E.B.

Jak człowiek na co dzień prowadzi samochód, potrafi pisać bezwzrokowo na klawiaturze, zawiązać  sznurówki i zapleść warkocz, to mu się wydaje, że z koordynacją obu rąk wszystko u niego w porządku. Otóż nie.

Wystarczy zmienić kierunek. Prawa ręka macha na ten przykład w pionie, lewa w poziomie, obie dla utrudnienia w innym tempie.  I już. Okazuje się, że lewa nie nadąża za prawą albo odwrotnie, że palce zginają się jak tam któremu pasuje i że po chwili zmiast dwóch różnych kierunków ruchu mamy jakiś jeden, skośno – uśredniony. A właśnie koordynacja, a zarazem niezależność rąk to w grze na wiolonczeli podstawa. Wyćwiczenie tych umiejętności to nie jest zadanie niemożliwe, tylko najpierw trzeba sobie uświadomić swoje braki w tym względzie, a następnie ćwiczyć. I jeszcze trochę ćwiczyć.

W tym celu można wykorzystać znany i lubiany utwór pt. „Trzy kurki”, ale żeby nie umrzeć z nudów i nie wyrzucić instrumentu za okno, a nauczyciela za drzwi gram „French Folk Song”, czyli francuską, a jakże, piosenkę ludową:

A do Kurków jeszcze będziemy wracać.

Wiolonczela:

Co za ulga, no naprawdę! Nowy utwór.  Trochę więcej nut i w trochę innej kolejności, niż poprzednio. Palec czwarty, czwarty, czwarty, palec trzeci, trzeci, trzeci  i tak to leci. Najpierw na A, potem na D i na odwyrtkę. Na razie udaje jej się nie mylić trzeciego z czwartym. Czasami.  Znaczy się, talent matematyczny obecny.

Jak pisać o muzyce, czyli opisać nieopisywalne

„Łyk absolutu, …

„Łyk absolutu, skończone arcydzieło. Barwa rozbłyskającej energią cytrynowej żółci, półzestarzony bukiet z nutami dziadkowej piwnicy.”

Tak… tylko jak właściwie smakuje to wino?

Mimo wszystko o winie pisać jest łatwiej, bo  zawsze ma jakiś konkretny, określony smak. Nie trzeba  metafor i przenośni. Wystarczy, że  ktoś powie nam, że wino jest kwaśne i cierpkie, albo też słodkie, pachnące jabłkami i już wiemy,  czego się spodziewać.

Gorzej, jeśli próbuje się  opisać to, co mieści się, jak powiedział kiedyś Pianista, „między jednym a drugim piknięciem serca”.

 Muzyka to częstotliwości, fale dźwiękowe wchodzące ze sobą w relacje, wytwarzane na ogół rytmicznie w różnych odcinkach czasu i wzmacniające lub wygaszające się nawzajem. Można więc o muzyce pisać językiem matematyki. Podzielić ją na fale, wykreślić, przeliczyć i zmierzyć, podać częstotliwość i wysokość dźwięku.

Muzyka to także przedmiot badań. Muzykolodzy i teoretycy muzyki mają swój własny, wypracowany przez lata naukowy  żargon:  

„W każdym kolejnym utworze kwartet sprawdza się znakomicie, ze swą dyscypliną i zrównoważonym brzmieniem, osadzonym na wyraźnej podstawie wiolonczeli (to często zaniedbywany element, który odbiera kameralistyce dynamikę i możliwości formotwórcze). „

 „Dalej następuje nagła zmiana: odzywa się muzyka  zbudowana przez ciągi sekst i tercji, zaś zaraz potem jej dalekie echo. Wraca następnie dolcissimo  melodia początku, by wygasnąć w potrójnym piano, jednak już nie w tonacji b–moll  – a w B–dur”

 „Środkowa część nokturnu przebiega w paralelnej tonacji Des–dur”

 Wreszcie muzyka to emocje, które można wyrazić  zmysłowym językiem poezji:  

 

 „Nokturn b–moll wychodzi z ciszy i do ciszy wraca. Ma kształt wielkiej formy pieśni, w której śpiewna melodia wypełnia części skrajne utworu. Zrazu toczy się spokojnie, ożywiana pojawiającymi się i znikającymi falami ornamentów. Wewnętrzne napięcie prowadzi ku kulminacji, ku nagłemu porywowi ekspresji appassionato, zamkniętemu zaledwie w kilku taktach. „

 „Melodia bez ornamentów, niemal ascetyczna i silna, powtarzająca przy tym wciąż te same zwroty. Wszystko zaś płynie jakby w transie czy wielkim zamyśleniu. „

 „Słuchacz wciągnięty w te czarowne krainy snów i marzeń, po przebrzmieniu ostatnich dźwięków mimowolnie zadaje sobie pytanie, sen–li to czy rzeczywistość.”

 „Sprężystość rytmu podawanego mięsistym dźwiękiem basów, narzucająca organizację całemu przebiegowi muzyki, śpiew prawej ręki, który nigdy nie staje się zlepkiem dźwięków (to ten fenomen: jak grać legato cantabile tak, by brzmiało z klarownością portato?), brzmienia gęstniejących harmonii – dynamika osadzona w logice rytmu

Możemy czytać o muzyce do upojenia, dyskutować nad takim czy innym doborem  fraz, ale przecież  tak naprawdę nie będziemy wiedzieć o niej nic – dopóki nie usłyszymy.

 Może więc nie należy mówić wcale, może wystarczy słuchać?

 P.S.

Zagadka:

„Figlarny, żywy, odrobinę niepokorny. Elegancka a zarazem lekka kompozycja.” –  o winie to , czy o muzyce?



Lekcja 5

Wciąż ćwiczymy granie…

Wciąż ćwiczymy granie z dobrą intonacją, czyli dźwiękiem o właściwej wysokości i barwie, i pewnie będziemy ćwiczyć  bardzo, bardzo długo.  Na instrumentach bez progów trzeba nauczyć się trafiać we właściwe miejsce na gryfie, co nie jest takie oczywiste, zwłaszcza, że na każdej wiolonczeli ten najwłaściwszy dla danego dźwięku punkt przyciśnięcia struny jest odrobinę gdzie indziej.

Oczywiście najpierw trzeba usłyszeć, że to jest właściwe miejsce. Z tym raczej nie mam problemów, jak już znajdę, to słyszę, zresztą nie jest to trudne, bo wtedy instrument rezonuje tak, że czuje się to w całym ciele. Dźwięk jest silny, pełny i głośny.

Problemy sprawia trafienie od razu w dźwięk. Można poprosić nauczyciela, żeby nakleił nam taśmy albo kropki na gryfie, są też gotowe naklejki:

Ja gram bez naklejek („nic nie będę naklejał, traktuję Panią poważnie”), ale sprawdzam dźwięk za pomocą tunera, starając się jednak najpierw usłyszeć, potem dopiero patrzeć, a czasem grać też tylko na słuch.

Sprawdzać właściwy dźwięk można na wiele innych sposobów, ćwiczyć słuch też, będę o tym pisać w miarę, jak będę się uczyć.

Dzisiaj na odmianę Trzy kurki w wersji, że tak powiem, podstawowej: